„Jestem debilem.”
To nie są moje słowa. To napis, który ktoś umieścił na moim zdjęciu i opublikował pod moim wczorajszym wpisem dotyczącym podsumowania pierwszego roku prezydentury Karol Nawrocki.
W swoim poście wyraziłam opinię o zawetowanych ustawach. Nie obrażałam prezydenta. Nie używałam wulgaryzmów. Przedstawiłam swoje stanowisko.
W odpowiedzi otrzymałam setki komentarzy pełnych pogardy, wyzwisk i nienawiści. Przeczytajcie je, bo lektura to niezwykła.
I zadaję sobie pytanie: skąd bierze się dziś taka agresja w debacie publicznej?
Wysłuchałam wczoraj bardzo uważnie wystąpienia pana prezydenta podsumowującego pierwszy rok jego kadencji. Zabrakło w nim słów skierowanych do wszystkich Polek i Polaków, także do tych, którzy na niego nie głosowali. Było za to wiele ocen, pouczeń i podziałów.
Podczas tego wystąpienia wielokrotnie padały okrzyki zaczynające się od słów „Precz…!”. Bez względu na to, co padało dalej, słowo „precz” jest agresywne. I zabrakło reakcji prezydenta! A przecież prezydent powinien być głową państwa, reprezentantem wszystkich obywateli i wyznaczać standardy debaty publicznej, a już napewno reagować na niewłaściwe zachowania i słowa pogardy.
Nie twierdzę, że wszyscy wyborcy pana prezydenta zachowują się w ten sposób. Byłoby to nieuczciwe. Ale nie można udawać, że problem nie istnieje.
Dlatego chcę jasno powiedzieć: jestem otwarta na każdą krytykę. Nie ma jednak mojej zgody na hejt, wulgaryzmy i poniżanie drugiego człowieka.
Komentarze zawierające mowę nienawiści, wyzwiska i wulgaryzmy będą usuwane, a ich autorzy blokowani. Wolność słowa nie oznacza przyzwolenia na przemoc słowną.
I jeszcze jedna myśl na koniec. Agresja, przemoc i hejt stały się dziś dla wielu sposobem na życie, wielu żywi się nienawiścią i ją promuje. Szkoda, bo bez względu na to, kto i kiedy dojdzie w walce do władzy, ostatecznie przegramy wszyscy. Jako ludzie i społeczeństwa, bez względu na poglądy. Bo zło czyni zło.

